top of page
Szukaj
  • MK

Przydatna toksyna.

- Czy jest Pani zwolenniczką botoksu? - Czy to prawda, że botoks trzeba zacząć robić już po trzydziestce? - Czy powinnam już zacząć robić botoks?


Te pytania pochodzą od moich klientek. Klientek, w naprawdę różnym wieku, zadane mi w różnych formach, co najmniej kilkadziesiąt razy, w ciągu ostatnich kilku lat. I nie uwierzycie, ale na te wszystkie pytania jest jedna odpowiedź. Serio! Ta odpowiedź brzmi – to zależy. No, to teraz, wszyscy usatysfakcjonowani powyższą odpowiedzią mogą wracać do swoich spraw, a tych którzy czują pewien niedosyt zapraszam do czytania.


Faktycznie jest tak, że w kontekście tzw. medycyny estetycznej najczęściej jestem pytana właśnie o botoks, on bowiem budzi sporo kontrowersji. To, jak to jest z tym botoksem? Ano z BOTOXEM, moi mili, jest tak, jak z… adidasami. BOTOX to nazwa handlowa leku, podobnie, jak ADIDAS to nazwa handlowa producenta sportowego obuwia. Nie wiedzieć czemu przyjęło się na wszystkie buty sportowe, wyglądające w określony sposób, mówić adidasy, chociaż wcale nie są to buty firmy ADIDAS. To zupełnie tak, jak na wszystkie preparaty zawierające toksynę botulinową (to jest właściwa nazwa tej substancji) przyjęło się używać określenia botoks, chociaż tylko jeden produkt jest zarejestrowany pod taką nazwą handlową. Zatem kiedy mówimy „botoks” to często rozumiemy pod tym pojęciem wszystkie preparaty zawierające toksynę botulinową.


Toksyna botulinowa jest wspaniałą substancją leczniczą. Myślę, że gdyby toksyna botulinowa umiała mówić (to byłoby wspaniałe), to powiedziałaby nam, że kojarzenie jej działania wyłącznie z wygładzaniem zmarszczek jest dla niej prawdziwą obelgą. Bo ona robi wiele wspaniałych rzeczy. Została sprawdzona w leczeniu zeza, migreny, nadpotliwości, kurczów twarzy, porażenia mózgowego i wielu innych, często poważnych problemów zdrowotnych. Myślę, po prostu, że wygładzanie kurzych łapek ma ona w d... (jeśli oczywiście toksyna botulinowa ma d…).


Toksyna botulinowa ma też drugie oblicze. Jest niezwykle silną neurotoksyną, wytwarzaną przez bakterie Clostridium botulinum (pałeczki jadu kiełbasianego) i może być przyczyną zatrucia, nawet śmiertelnego (tutaj ciekawostka – pewna sekta próbowała kiedyś dokonać aktu terrorystycznego za pomocą tej toksyny, próbując ją rozpylić w jakimś mieście, chyba w Japonii – odetchnijcie - nie udało im się).


Przejdźmy teraz płynnie do odpowiedzi na pierwsze pytanie od klientek: czy jestem zwolenniczką wykonywania botoksu? Nie jestem, ani zwolenniczką, ani przeciwniczką. Mam przekonanie, że rolą specjalisty od skóry nie jest bycie fanem i wyznawcą jakiegoś zabiegu, albo jego zagorzałym przeciwnikiem, tylko po to, żeby przekonywać do wykonywania, bądź zaniechania tego zabiegu. Rolę specjalistów w tym zakresie rozumiem, jako przedstawianie Wam jasnych i ciemnych stron różnych zabiegów. Bo KAŻDY zabieg, nie tylko botoks, ma swoje plusy i minusy. Każdy! Absolutnie każdy! Jeżeli słyszycie od specjalisty zajmującego się Waszą skórą wyłącznie o „cudowności” jakiegoś zabiegu, to jest duże prawdopodobieństwo, że nie mówi Wam wszystkiego co wie, albo nie wie wszystkiego, co powinien Wam powiedzieć (właściwie nie wiem, która opcja jest gorsza).


Jeśli moim klientem jest dwudziestokilkuletnia dziewczyna, której mimika jest tak duża, że powoduje ogromne bruzdy na czole, to bardziej w trosce o jej przyszły wizerunek opowiadam o botoksie, jego plusach i minusach, a przede wszystkim, o jego pozytywnej roli w zmniejszeniu tej mimiki i sugeruję wizytę sondującą u lekarza dermatologa.


Jeśli jednak widzę piędziesięcioletnią kobietę ze zmarszczkami mimicznymi adekwatnymi do wieku, w dodatku zadowoloną ze swojego wyglądu, to nie zawracam jej głowy takimi opowieściami.


Botoks, moi drodzy, to nie jest zabieg obowiązkowy, a odpowiadając wprost na drugie i trzecie pytanie z początku tego tekstu, ani po trzydziestce, ani po czterdziestce, ani po sześćdziesiątce NIE TRZEBA go zacząć wykonywać. W żadnym wieku nie trzeba wykonywać tego zabiegu, bo nie jest on (podobnie, jak inne zabiegi tzw. medycyny estetycznej) podstawą pielęgnacji skóry. To, że jest on popularny, łatwo dostępny i modny nie powinno mieć żadnego znaczenia. Błagam! Nie dajcie sobie wmówić, że zabiegi tzw. medycyny estetycznej to nowe standardy i podstawy pielęgnacji skóry i każdy kto ich nie wykonuje jest… zaniedbany (w tym miejscu powinny bić dzwony).



Dla kogo zatem są zabiegi estetyczne z użyciem toksyny botulinowej i komu bym je polecała? Przede wszystkim osobom o bardzo intensywnej mimice, która ma wpływ na „nieprzyjazny” wyraz twarzy lub w wyniku, której tworzą się mocno zarysowane zmarszczki mimiczne. Trzeba bowiem wiedzieć, że toksyna botulinowa nie jest sposobem na wszystkie zmarszczki, a tylko na te, które powstały w wyniku działania mięśni (pozostałe zmarszczki, będące wynikiem ubytku tkanki potrzebują innych metod, np. wypełniaczy). Mechanizm działania toksyny botulinowej polega na blokowaniu przewodzenia impulsów nerwowych, dzięki czemu mięśnie mniej się kurczą (to nie jest najbardziej fachowy opis, ale dzięki temu zrozumiały). Dawki toksyny botulinowej stosowane w zabiegach estetycznych są tak niewielkie, że dają gwarancję bezpieczeństwa dla zdrowia i życia pacjenta. Nie są jednak wolne od ewentualnych powikłań zabiegowych (czasowych) i ewentualnych skutków po wieloletnich terapiach (pojawiły się doniesienia na temat możliwego scieńczenia skóry – trzeba śledzić temat).


Zabiegi z użyciem toksyny botulinowej powinien wykonywać lekarz (polecam znaleźć dermatologa, który się tym zajmuje, a nie lekarza innej specjalizacji – mieszkańcom Trójmiasta mogę kogoś polecić, zarówno jeśli chodzi o zabiegi estetyczne, jak i lecznicze). Oczywiście, zabiegi te trzeba powtarzać z pewną regularnością (bardzo różnie w różnych sytuacjach, w odstępach od 3 do 6 miesięcy).


Na koniec, kilka słów o produktach „botoksopodobnych”. Producenci produktów kosmetycznych lubią sobie czasami wykorzystać sławę botoksu do reklamy swoich preparatów. W ten właśnie sposób powstały takie dziwolągi, jak „krem o działaniu botoksu” lub „botoks na rzęsy”. Pierwszy dziwoląg, to po prostu prawdopodobnie krem z dodatkiem spilantolu (porównywanie go do botoksu to, jak porównanie mżawki do gradobicia), a drugie to płyn do podkręcania rzęs, dla którego bardziej adekwatna nazwą byłoby „trwała ondulacja na rzęsy” (fryzjerzy będą wiedzieli o co chodzi). Powyższe przekazy reklamowe nie są zbyt mądre i są raczej dowodem na bezradność, niż na kreatywność producentów kosmetyków.


Tyle ode mnie.


A nie, jeszcze coś mi sie przypomniało. Wiecie, że pojawiło się kilka publikacji naukowych na temat ewentualnego wykorzystania toksyny botulinowej w terapii trądziku. Koncepcja z grubsza jest taka, że toksyna mogłaby mieć wpływ na zmniejszanie aktywności gruczołów łojowych (to ważny czynnik w patogenezie trądziku), ujść przewodów wyprowadzających (tzw. porów) oraz blizn potrądzikowych. Na razie mało tego, ale trzeba śledzić.

Małgorzata Krzykowska

10 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Naturalnie.

bottom of page