top of page
Szukaj
  • MK

Świadoma.

Czasami robię w życiu naprawdę ważne rzeczy. Tak było i tym razem. Oglądałam właśnie bardzo ważny materiał wideo na jutubie, którego fabuła z grubsza sprowadzała się do tego, że mały kotek próbował złapać ogon dużego kota, gdy nagle włączyła się ta reklama. Na ekranie ukazał się obrazek w świąteczno-czerwonej stylizacji, przedstawiający różne buteleczki, flakoniki i słoiczki wśród których stało duże -20%, a w tle głos informował tak: „Szukasz prezentu dla świadomej kobiety – podaruj jej nowoczesne kosmetyki i suplementy”. Już, już miałam się porządnie oburzyć treścią tego komunikatu i szybko coś napisać na ten temat, ale pomyślałam, że jednak dokończę oglądanie filmu, żeby wiedzieć, czy w końcu udało mu się ten ogon złapać. Potem uznałam, że oburzyć się to ja zawsze zdążę, więc włączyłam kolejny odcinek, w którym było o lizaniu kociej łapy. Tak się fajnie oglądało, że miałam pokusę włączenia kolejnego sezonu (tym razem o psach) no, ale jednak jakieś poczucie obowiązku trzeba mieć i czas się w końcu porządnie oburzyć.


Przypomnę, że reklama leciała tak: „Szukasz prezentu dla świadomej kobiety – podaruj jej nowoczesne kosmetyki i suplementy”. Slogan jak slogan, trochę tandetny i oklepany, jak wiele takich haseł, ale dla zdecydowanej części odbiorców niezbyt kontrowersyjny. W końcu to właśnie kosmetyki są najczęstszym wyborem prezentowym na święta. W badaniu sprawdzającym świąteczne zwyczaje zakupowe Polaków przeprowadzonych przez firmę doradczą Deloitte rok temu, aż 56 procent respondentów wskazało, że na prezenty kupią kosmetyki, perfumy lub pomoce pielęgnacyjne. Kiedy czytam wyniki takich badań moje kosmetologiczne serce krwawi, bo oczywiście chciałabym, żeby ludzie (przynajmniej Ci, którzy mają problemy ze skórą) nie używali kosmetyków przypadkowych, tylko wybranych specjalnie dla nich przez specjalistów. Oprócz kosmetologicznego serca mam jednak także rozum i dzięki niemu wiem, że to marzenie nigdy się nie spełni. Nie rozumiem jednak, jak można z takimi działaniami łączyć świadome kobiety? To znaczy... rozumiem, niestety. Nawet od najbardziej świadomej kobiety nie można oczekiwać rozsądku w sprawie testowania nowych (a zwłaszcza nowoczesnych) kosmetyków..., a nuż (to nie jest błąd), widelec trafi się taki, który naprawdę odmładza o 30 lat. No ludzie, jakieś zasady trzeba mieć.


No dobra, ale teraz żarty na bok. Suplementy! Naprawdę świadoma kobieta będzie używała randomowych supli otrzymanych od kogoś w prezencie? Błagam powiedzcie, że nie. Przecież świadoma kobieta to osoba, która jest mądra, zna swoją wartość, dba o zdrowie, kieruje się rzetelną wiedzą, nie jest podatna na hochsztaplerskie przekazy reklamowe i nie będzie łykała czegoś, tylko dlatego, że dostała to w prezencie. Czy nie? Czy świadomo kobieta wie czym są suplementy diety?



Tutaj przytoczę fragment tekstu o suplementach diety, który kiedyś napisałam. Leciał tak:


Sytuacja dzieje się w biurze, w domyśle w miejscu pracy. Mężczyzna (zaspany) podchodzi do miejsca, w którym stoi ekspres do kawy, ustawia się w kolejce za elegancką kobietą, która już tam stoi i przeciagając się (tak jakby wstawał z łóżka) mówi: „Poniedziałek w pracy”. W reakcji na to, stojąca kobieta odzywa się słowami: „To nie poniedziałek, to brak magnezu” i mówiąc to wyciąga z torebki pudełko z tabletkami, a wręczając je, wymawia ich nazwę.


Powyższy opis (nie super dokładny), to scenariusz reklamy, którą zobaczyłam jakiś czas temu w telewizji. Reklamy złej, jak sto diabłów. Banalny scenariusz, bez polotu, dramatyczna „gra aktorska”, niski budżet. Ble. Reklama zła, jak wspomniałam, ale jak rzadko która przedstawia prawdę (w pewnym sensie, rzecz jasna). Tak to jest prawdziwa sytuacja. Może, trochę zmieniają się okoliczności, rzecz dzieje się gdzie indziej, albo problem inny niż niewyspanie, ale sama sytuacja z życia wzięta.


Cokolwiek Ci dolega (wypadanie włosów, łamliwe paznokcie, kłopoty z wydalaniem - obojętnie czy jest go za dużo czy za mało, itp.) zawsze w pobliżu znajdzie się jakiś mądrala, który wie, czego potrzebujesz. On/ona wie co Ci pomoże. Skąd wie? I tu zwykle pada, najbardziej wkurzające myślących ludzi stwierdzenie: „Bo mi pomogło”.


Opisałam tę sytuację, aby dotknąć pewnego tematu, który jest obecnie modny, a który jednocześnie bardzo leży mi na sercu. Chodzi oczywiście suplementy i niezwykłą ich popularność. Powiedzieć, że rynek suplementów diety rozwija się w szybkim tempie to jak nie powiedzieć nic. Z danych z 2020 roku (raport PMR) wynika, że Polacy w ciągu roku wydali na ten cel 8,5 miliarda złotych. To bardzo dużo, wiadomo, tylko jakoś niewiele nam to mówi. Jeśli jednak napiszę, że 67,2% z nas sięga po suplementy diety to już wiemy trochę więcej. Większość z nas łyka suplementy. Skoro większość, to pewnie ma rację, ktoś mógłby powiedzieć. Nie idźmy tą drogą. To, że jakiś pogląd jest domeną większości ludzi nigdy nie jest wystarczającym dowodem na jego słuszność. Mamy na to setki dowodów, choćby z historii, czy z dowcipów o muchach (nie, nie będę cytować, bo ja takich brzydkich słów nie używam, hehe).


Korzystanie z suplementów oprócz znaczenia w kontekście zdrowia ludzi, wydaje się mieć również jakieś znaczenie społeczne. Potrzeba by pewnie zasięgnąć opinii jakichś mądrych socjologów i psychologów, żeby wyjaśnić to zjawisko. Nie jestem ani jednym, ani drugim. Dlatego głównie zadaję sobie pytania na ten temat.


Dlaczego zdecydowana część z nas uznaje za negatywne i szkodliwe branie leków, a już korzystanie z suplementów odczytuje, jako nawyk pozytywny i świadczący o dbaniu o swoje zdrowie? Dlaczego bywa tak, że poradę lekarza puszczamy mimo uszu, ale już „terapię” sąsiadki z trzeciego zapisujemy w kajeciku niczym medyczne odkrycie noblistki, chociaż nie jest ani noblistką, ani medykiem. No i wreszcie, dlaczego preparaty medyczne, które przeszły bardzo skomplikowaną i kosztowną drogę udowodnienia swojej skuteczności traktujemy z rezerwą (eufemizm), a już suplementy, których producent niczego nie musi udowadniać w kontekście ich działania przyjmujemy tak ochoczo.


Mam nadzieję, że wiecie, że aby wprowadzić suplement na rynek nie potrzeba udowodnić jego działania. Polska legislacja nie uwzględnia żadnych wymogów wobec produktów będących suplementami. Aby wprowadzić suplement do sprzedaży należy wyłącznie złożyć powiadomienie w GIS (Główny Inspektor Sanitarny) i może to zrobić każdy, kto zarejestruje działalność w zakresie produkcji lub obrotu żywnością. Nie ma żadnej instytucji, która byłaby odpowiedzialna za kontrolę składników suplementów diety i nie potrzeba żadnej zgody przed wprowadzeniem preparatów na rynek. Zgodnie z definicją, suplementy zaliczamy do żywności i mogą one być uzupełnieniem diety, ale nie mogą wykazywać działania leczniczego. Z lekami łączy je jedynie to, że czasami mają podobne opakowanie i postać. Aha i jeszcze coś, o czym bardzo rzadko się wspomina. Suplementy mogą wchodzić w interakcje z lekami i zmniejszać lub uniemożliwiać ich działanie.

Czasami zadaję sobie także jeszcze jedno pytanie. Dlaczego miewamy problem z tym, że firmy farmaceutyczne zarabiają na lekach, ale chętnie kupujemy suplementy od żony piłkarza, inżyniera, czy jutuberki po kursie piercingu, pomimo, że też na tym zarabiają?


Jeśli z powyższego tekstu wnioskujecie, że teraz przystąpię do namawiania Was do rezygnacji z zażywania suplementów, to nic bardziej mylnego. Po pierwsze, to nie zawsze byłoby właściwe, bo niektóre suplementy w pewnym zakresie są przydatne, a po drugie nie miałoby to sensu, bo nie znam nikogo kto pod wpływem takiej agitacji zmieniłby zdanie.


Chciałabym tylko być pewna dwóch rzeczy, że żadna świadoma kobieta nie łyka suplementów diety, tylko dlatego, że otrzymała je w prezencie oraz, że żadna świadoma kobieta nie kupi przypadkowych suplementów innej kobiecie (w sumie to mężczyźnie też).

Małgorzata Krzykowska

10 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Naturalnie.

bottom of page